MOJA PIELĘGNACJA SKÓRY W OKRESIE JESIENNO-ZIMOWYM Z FOREO

Kocham makijaż, powtarzam to od zawsze, ale pielęgnacja twarzy to dla mnie fundament, aby makijaż mógł wyglądać dobrze. Moje pielęgnacyjne początki nie były łatwe, mam cerę mieszaną ze skłonnością do niedoskonałości. Używałam więc produktów, przeznaczonych do tego typu cery, często z alkoholem, który tylko wysuszał moją cerę i było jeszcze gorzej. Ale kiedy nauczyłam się w końcu czego potrzebuje moja cera, pielęgnacja twarzy nie sprawia mi już problemów, jest prosta i przyjemna. Prosta, bo jak zobaczycie za chwilę używam naprawdę niewiele produktów, przyjemna, bo umilają mi ją świetne gadżety od Foreo. Skupiam się na oczyszczaniu, złuszczaniu i nawilżaniu.

Oczyszczanie to rzecz najważniejsza. Nawet jeśli nie wykonujemy makijażu, po całym dniu twarz należy umyć. I nie wystarczy tutaj przetarcie jej wacikiem nasączonym płynem micelarnym. Ja czuję, że mam twarz umytą, kiedy oczyszczę ją produktem, który łączy się z wodą, czyli żel lub pianka. W oczyszczaniu pomaga mi szczoteczka soniczna Foreo Luna mini 2 (jeśli zastanawiacie się nad zakupem to teraz jest najlepszy moment, bo z okazji Black Friday jest rabat 33% na stronie Foreo, to też świetny pomysł na prezent). Szczoteczka za pomocą ruchów pulsacyjnych oczyszcza naszą twarz. Możemy ją używać z każdym żelem do mycia twarzy. Ja zwracam uwagę na to, aby żel był delikatny, łagodnie oczyszczał i nie powodował ściągnięcia czy przesuszenia twarzy. Twarz umyta szczoteczką jest dużo bardziej czysta, jest to widoczne gołym okiem już po pierwszym użyciu. To takie samo uczucie jak to kiedy umyłam po raz pierwszy zęby za pomocą szczoteczki elektrycznej. Aktualnie szczoteczki używam tylko wieczorem, pamiętam że na początku byłam nią tak podekscytowana, że używałam jej dwa razy dziennie. Szczoteczka radzi sobie również z demakijażem, więc kiedy jestem bardzo zmęczona i nie mam siły  bawić się z płynem micelarnym, myję całą twarz szczoteczką, łącznie z oczami. Regularne używanie szczoteczki sprawia, że nie muszę używać peelingów. Skóra po takim masażu złuszcza się sama. Tak przygotowana buzia dużo lepiej przyjmuje pielęgnację. Rano nakładam serum z wit. C, aktualnie używam tego z Sesdermy, nawilża i rozjaśnia przebarwienia. Pod oczy krem z Origins, który uwielbiam, nawilża i rozświetla skórę. Na to lekki krem lub baza pod makijaż. Wieczorem używam serum z Khiels, które cudownie regeneruje skórę oraz krem ze Skincode, który wspomaga złuszczanie – uwielbiam go!

Przynajmniej raz w tygodniu stosuję też maseczkę do twarzy. Odkąd mam Foreo UFO nie używam już zwykłych maseczek. Nie dość, że maseczka jest bardziej efektywna, to jeszcze czas trwania takiego zabiegu to 90 sekund. Dla mnie rewelacja. Pełna recenzja tego urządzenia pojawiła się na blogu kilka miesięcy temu – polecam przeczytać. Ale tak w skrócie – UFO to urządzenie aktywujące maskę w płachcie. Za pomocą rozgrzewania, chłodzenia, pulsacji oraz światła led wtłacza w skórę składniki aktywne maski. Wszystko dzieje się w ciągu tych 90 sekund, jest bardzo przyjemne i relaksujące. W sam raz dla zmęczonej mamy. W ofercie pojawiło się ostatnio 5 nowych maseczek do UFO. Dziś pokaże Wam moją ulubioną, a za jakiś czas myślę że napiszę coś o każdej z nich.

Maseczka Matte Maniac wydała mi się najmniej atrakcyjna ze wszystkich. Sama pewnie bym jej nie kupiła, no ale skoro zobowiązałam się do przetestowania, to przetestowałam. Wzięłam ją oczywiście do testów jako ostatnią. A po zastosowaniu nie mogłam zebrać szczęki z podłogi i to właśnie ją pokazuję Wam jako moją ulubioną! Maseczka przeznaczona jest do skóry tłustej, ma działanie oczyszczające, redukuje wydzielanie sebum i zwęża pory. Brzmi trochę jak nierealna obietnica i doskonale Was rozumiem, bo sama się na tym złapałam. Jakby powiedział Radek Kotarski – nic bardziej mylnego!

Do prawidłowego korzystania z UFO potrzebujemy aplikacji na telefon. Skanujemy kod kreskowy z maseczki, dzięki temu UFO wie co ma robić, bo schemat postępowania przy każdej maseczce jest inny. Najpierw za pomocą UFO rozgrzewamy skórę, dzięki temu składniki aktywne mogą lepiej zadziałać. Maseczka ma w składzie węgiel, który odpowiada za działanie oczyszczające i matujące. W tym czasie urządzenie pulsuje i działa na skórę niebieskim światłem led, które redukuje niedoskonałości. Następnie urządzenie ochładza, dosłownie mrozi skórę. Krioterapia wycisza skórę, zatrzymuje matującą formułę maseczki w naskórku i zamyka pory. Zawarty w formule maseczki ekstrakt z kwiatu Saussurea i ekstrakt z oczaru minimalizują widoczność porów oraz dbają o gładką cerę. I to naprawdę tak działa. Efekt mrożenia o tej porze roku wcale nie jest przyjemny, mi od razu robi się zimno. Za to latem podczas upałów będzie rewelacyjny. Ale efekt jaki daje wart jest tego krótkiego dyskomfortu. Moje rozszerzone pory naprawdę się zmniejszyły, a twarz po zastosowaniu maski nie przetłuszcza się. Nigdy nic tak dobrze nie zadziałało na moje pory jak ta maska. Kto zmaga się z rozszerzonymi porami ten wie o czym mówię. Skóra jest oczyszczona, matowa, ale nie ściągnięta. Mam wrażenie, że jestem uzależniona od tej maski 🙂

Tak wygląda mój pielęgnacyjny schemat. Moim zdaniem jest on naprawdę prosty, mamy tu dosłownie kilka produktów, a moja cera dzięki temu ma się doskonale. Dajcie znać czy stosujecie szczoteczki soniczne do oczyszczania twarzy. Znacie produkty marki Foreo?

Autor: Justyna Skowera