LISTY DO M 2 – CZY WARTO PÓJŚĆ DO KINA?

Jak każda kobieta lubię od czasu do czasu obejrzeć komedię romantyczną. W polskich tego typu produkcjach romantyzmu jest dość sporo, komedii natomiast niewiele. Listy do M to jeden z niewielu filmów, który potrafił mnie rozśmieszyć. Oglądałam go kilka razy, nawet ostatnio leciał w telewizji. Przypadek? – Nie sądzę. Dlatego też nie mogłam doczekać się drugiej części, licząc że będzie tak samo dobra, a nawet lepsza.

Listy do M 2 są oczywiście kontynuacją pierwszej części i warto ją wcześniej zobaczyć, aby zrozumieć fabułę. Większość wątków z pierwszej części ma swój ciąg dalszy. Zabrakło mi jednak epizodu z Kacprem, który w pierwszej części ukradł Karolakowi telefon. Poza tym zostały dołożone nowe postacie. Wątek z Zakościelnym i Żmudą-Trzebiatowską, poza dwoma śmiesznymi scenami i owcą, nic nie wniósł do filmu. Był oderwany od całości, w ogóle nie wiązał się z resztą filmu. Można wyjąć te sceny z filmu i  całość nadal będzie miała sens.  Jak dla mnie trochę zbyt wiele postaci, wątków, a każdy z nich potraktowany jest po macoszemu. Podobała mi się kontynuacja wątku z Agnieszką Dygant, Kasią Zielińską. Trochę mało w filmie było Stuhra i Gosiorowskiej. W pierwszej części nie było jednej postaci pierwszoplanowej, w Listach do M 2 jest nią Tomasz Karolak. Zdecydowanie jest go w filmie najwięcej. Oprócz lekkich miłosnych perypetii pojawiają się sceny bardzo dramatyczne, związane z chorobą, śmiercią. Człowiek siedzi i szlocha.

Pod względem muzycznym Listy do M 2 również mnie nie zachwyciły. Zwłaszcza, że Zakościelny gra tam muzyka. Liczyłam na jakąś polską wersję „Last Christmas”, która będzie się kojarzyć zarówno z tym filmem jak i z okresem okołoświątecznym. Chociaż listopad to moim zdaniem trochę za wcześnie na świąteczne klimaty.

Listy do M 2 są przewidywalne, momentami zabawne, ale daleko im do dobrej komedii. Nie powiedziałabym też, że jest to lekki film. Rozgrywają się w nim dość dramatyczne sceny, które wcale nie wprowadziły mnie w radosny, świąteczny nastrój. Wyszłam z kina trochę zawiedziona, bo oczekiwałam czegoś innego. Pierwsza część była po prostu lepsza.

Autor: Justyna Skowera